|
Jak poinformował rzecznik Białego Domu, Robert Gibas, Barack Obama omawiał w problemy finansowe Grecji w piątkowej rozmowie telefonicznej z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i premierem Wielkiej Brytanii Gordonem Brownem. 9 marca dojdzie w Waszyngtonie do spotkanie Baracka Obamy i prezydenta Grecji Jeorjosa Papandreu. Najprawdopodobniej celem wizyty jest poprawa wiarygodności finansowej Grecji. Obecnie dług publiczny Grecji przekracza 120 proc. PKB. Unia Europejska zobowiązała Grecję do redukcji deficytu z obecnych 12,7 do 8,7 proc. w bieżącym roku. Wszystko w trosce o stabilność wspólnej waluty. Jeśli Grecja nie zrobi wszystkiego aby sprostać tym wymaganiom, w połowie marca jej partnerzy w strefie euro będą mogli jej narzucić dodatkowe środki budżetowe w postaci chociażby podwyżki akcyzy czy podatku VAT.
Prognozy związane z kryzysem gospodarczym
Na świecie tempo wzrostu PKB zwolni do ok. 4 proc., z 5 proc. przed kryzysem. Stany będą rozwijać się w tempie 1,5-2 proc., Unia Europejska - 1-1,5 proc., a Japonia - 0,5-1 proc. Obronną ręką wyjdą z kryzysu kraje rozwijające się, bo ich gospodarki będą rosnąć w tempie ok. 5 proc. rocznie. Część krajów będzie chciała zrzucić z siebie ciężar zadłużenia dopuszczając do wysokiej inflacji. To będzie elegantsza forma bankructwa: wprawdzie kraj nie ogłosi niewypłacalności, ale ponieważ jego pieniądz straci na wartości, to wierzyciele dostaną w ujęciu realnym mniej, niż pożyczył. Większy problem będą miały te państwa, które nie prowadzą samodzielnej polityki monetarnej, przez co ich banki centralne nie mogą po prostu dodrukować pieniędzy. W takiej sytuacji są kraje strefy euro, które oddały swoje kompetencje Europejskiemu Bankowi Centralnemu. One stoją na rozdrożu: mogą po prostu ogłosić bankructwo, albo latami mozolnie spłacać wierzycieli. Zdaniem niektórych specjalistów Unia Europejska powinna utworzyć fundusz, wzorowany na Międzynarodowym Funduszu Walutowym, który pomagałby takim krajom, które wpadły w poważne kłopoty finansowe, jak Grecja, Hiszpania, Irlandia czy Portugalia, z powrotem wyjść na powierzchnię. A jeśli kraj musiałby zbankrutować, to fundusz nadzorowałby to bankructwo i zapewniał ochronę jego wierzycielom.
Plany
Greckie władze obiecały, że w tym roku deficyt sektora finansów publicznych spadnie z 12,7 do 8,7 proc. PKB i do zaledwie 3 proc. PKB w 2012 r. Mają czas do 16 marca, by przekonać swoich europejskich partnerów, że są to w stanie osiągnąć. W ostatnich tygodniach władze w Atenach ogłosiły już m.in., że zamrożą płace, podniosą wiek emerytalny czy niektóre podatki. Ale to może nie wystarczyć. Olli Rehn, unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych, przyjechał w poniedziałek do Aten i od razu wezwał grecki rząd do dalszego zaciskania pasa. - Proszę greckie władze o ogłoszenie nowych środków w najbliższych dniach - powiedział.
- Jeśli będzie trzeba, podejmiemy dodatkowe działania - zapewnił w poniedziałek grecki minister finansów George Papaconstantinou po spotkaniu z komisarzem.
W mediach od dawna trwają spekulacje, czy w razie zagrożenia wypłacalności Grecji (tylko w tym roku kraj musi pożyczyć ponad 50 mld euro) z pomocą przyjdą jej silniejsze państwa takie jak Niemcy czy Francja. Paryż i Berlin zdementowały jednak możliwość bezpośredniej pomocy z budżetów tych krajów. - Co by na to powiedzieli nasi podatnicy? - pytali przedstawiciele tamtejszych władz. Ale w ostatnich dniach pojawiła się inna możliwość. By sfinansować swoje wydatki, grecki rząd musi wyemitować obligacje. Problem polega na tym, że Grecja straciła sporo na wiarygodności i, po pierwsze, może mieć kłopoty ze znalezieniem chętnych na zakup swoich papierów, a po drugie, będzie musiała za to słono płacić. Dlatego być może greckie obligacje kupią państwowe banki czy fundusze, m.in. z Niemiec czy Francji. "Wall Street Journal" podał, że mogą one kupić obligacje warte nawet 30 mld euro. W piątek Bloomberg informował, że greckie obligacje być może kupi niemiecki państwowy bank KfW. Tego samego dnia grecki premier George Papandreu spotkał się z szefem niemieckiego Deutsche Banku Josefem Ackermannem. W najbliższy piątek grecki premier ma się spotkać z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.
Grecja liczy miliardy
Tylko do końca kwietnia Grecja musi znaleźć nabywców na obligacje warte 20 mld euro, a w całym 2010 roku – za 53 mld euro. Jak wyliczyła agencja ratingowa Moody’s, aż 15 proc. dochodów państwa w tym roku pójdzie na obsługę wartego 300 mld euro długu kraju. Jeśli jednak inwestorzy będą żądali jeszcze wyższej ceny za zakup greckich obligacji, kraj po prostu może nie być w stanie zapłacić takich sum. Artykuł w Spieglu oparty na przecieku z niemieckiego ministerstwa finansów (opisujący gwarancje UE w razie problemów ze sprzedażą obligacji) ma uspokoić inwestorów, że zakup greckiego długu nie jest aż tak ryzykowny.
Email
Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały . Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Komentarze polonos.gr
|